Wybierz język:

Facebook
Największy drewniany kościół w Europie na liście UNESCO
Pokaż aktualności
  • Festiwal Bachowski

    19.07.2015

    W związku z XVI edycją Międzynarodowego Festiwalu Bachowskiego czytaj więcej

  • Od kantaty do kantaty

    08.07.2015

    …w Kościele Pokoju. czytaj więcej

  • Kościół Pokoju nowym cudem Polski

    29.06.2015

    Zachęcamy do oddania głosu! czytaj więcej

  • Ślub krewnego Helmuta Jamesa von Moltke

    28.06.2015

    Historyczne miejsca, które poznaliśmy podczas wspólnych podróży po Śląsku, skłoniły do podjęcia decyzji o zawarciu małżeństwa w Świdnicy – mówią państwo młodzi. czytaj więcej

Ukryj aktualności

Kronika filmowa

06.06.2010

Karolina Kosior w filmie „Tajemnica pastora” zagrała jedną z głównych ról. Filmowa Dorota na co dzień jest uczennicą I LO w Świdnicy i aktywną uczestniczką różnych projektów teatralnych. Jak wielkie emocje towarzyszyły jejfilmowemu debiutowi może świadczyć fakt, iż młoda aktorka każdego dnia – pomimo zmęczenia i późnej pory – spisywała swoje wrażenia w formie kroniki.Oto one: Piątek Dzisiaj spotkaliśmy się na warsztatach filmowych. Przez następne trzy dni będziemy pracować nad scenariuszem do filmu o zabytkach UNESCO. Napiszemy go na podstawie opowiadania Kuby Czarnika. Dlatego też poznaliśmy Roberta Mellera- scenarzystę, który będzie z nami pisał scenariusz. Na początku wydawał się dziwny, ale później, w miarę upływu czasu było coraz lepiej. Pracę zaczęliśmy od omówienia opowiadania, ogólnej charakterystyki postaci i relacji panujących między nimi. Dodaliśmy kilku bohaterów, a niektóre role męskie zamieniliśmy na żeńskie, ponieważ chcieliśmy, aby wszyscy dostali jakąś rolę w filmie. Poza opisywaniem postaci pracowaliśmy nad storylinem, żeby wiedzieć, jak ma wyglądać fabuła i skonstruować ją w taki sposób, aby pokazać zabytki UNESCO na Dolnym Śląsku, ale jednocześniezainteresować widza ciekawą fabułą. Każdy z nas przedstawił swoją wersję wydarzeń- tak jak wyobraża sobie ten film, ale Robert z Kubą postanowili, że wieczorem ułożą storyline (w oparciu o to, co mówiliśmy) i jutro rozpoczniemy już pracę nad scenariuszem Sobota Już na wejściu dowiedzieliśmy się, że dzisiaj czeka nas ciężka praca. Zostaliśmy podzieleni na 3 grupy i każda z nich dostała scenę, którą ma napisać. Nie było to łatwe, bo napisanie dialogów wbrew pozorom to trudna sztuka- każdy z bohaterów ma charakter, który musi zostać ujawniony w sposobie, w jaki się wypowiada. Później w całości dopracowywaliśmy napisane wcześniej sceny. Oczywiście nie wszystko udało się zrobić w ciągu jednego dnia, dlatego na niedzielę także zostało dużo pracy. Robert poprosił nas o to, żebyśmy wzięli komputery, bo koniecznością było przepisanie scenariusza. Dzisiaj też każdy dostał jakąś rolę: ja Doroty, Tomek Puzio Marcina, Gosia Kałucka Marty, Matylda Barczyszyn Uli,Patrycja Sitarska Elwilry, Wojtek Lewandowski Grzesia, Nicole Mikulska wizażystki… i pozostała rola Sylwii, która dzisiaj nie została obsadzona. Niedziela Komputery włączone, wszyscy w gotowości do przepisywania scenariusza… Robert się spóźnia, ale to nas nie zniechęciło, bo wykorzystaliśmy ten czas na przerzucenie na papier elektroniczny tych scen, które napisaliśmy poprzedniego dnia. W trakcie tej czynności pojawiły się problemy związane z tym, jaką pisać czcionką, gdzie kursywa, co pogrubić… ale przyszedł Robert i rozwiał nasze wątpliwości. Dzisiaj praca wyglądała bardzo podobnie do sobotniej, z tą różnicą, że dwie ostatnie sceny pisaliśmy wszyscy razem. Świadomość tego, że to ostatni dzień pisania scenariusza determinowała nas do tego, żeby go skończyć, a dodatkowo w roli Sylwii obsadziliśmy Olę Szczęsną. Kiedy scenariusz był już w całości w komputerze naszej skrypterki Matyldy, zaczęliśmy go formatować… i to chyba było najtrudniejsze. W trakcie czytania dokonywaliśmy zmian w kwestiach, w didaskaliach, zastanawialiśmy się, jaka wypowiedź lepiej brzmi czy ‘dobra’ czy ‘spoko’… xD Jakkolwiek po 7 godzinach żmudnej pracy udało nam się! Napisaliśmy świetny scenariusz (z interesującą fabułą) filmu o zabytkach UNESCO. Poniedziałek Dzisiaj Hala Stulecia… Trzeba było wcześnie wstać, bo do Wrocławia wyjeżdżaliśmy już o 7 rano… Zbiórka była pod szkołą, tam też poznaliśmy reżyserów- panią Dorotę Petrus i pana Bogdana Lęcznara- już po uścisku dłoni można było zauważyć, że są to dwa całkiem różne charaktery, pani Dorota spokojna (bardziej obserwatorka), a pan Bogdan temperamentny. Jadąc w busie mało nie umarliśmy ze strachu, gdyż mieliśmy szalonego kierowcę i aby uniknąć chorób układu krążenia położyłam się spać, ale nadal czułam paznokcie koleżanek wbijające się w siedzenia busa;) ;) Hala Stulecia robi wrażenie… jest ogromna, chociaż z zewnątrz jej statyczność zagłusza monumentalizm, wnętrze przyprawia o zawrót głowy. Zdjęcia zaczęły się z opóźnieniem, bo nie było sprzętu, a poza tym jakby nie patrzeć pan Tadeusz Owsianko- nasz operator, nie rozstawiał go zbyt szybko, ale jak już wszystko było na swoim miejscu i mogliśmy rozpocząć kręcenie to szybko poszło. Najpierw na zewnątrz, później wewnątrz- nie obeszło się bez problemów ze światłem, deszczem i oczywiście wycieczkami, które masowo przechodziły obok Hali Stulecia i niestety niektórych nie dało się powstrzymać, przez co musieliśmy powtarzać ujęcia. Na plan przyjechał do nas Robert, co było bardzo miłe z jego strony ;) Pogoda była dosyć kapryśna, bo raz padło, to znowu świeciło słońce…. Eh… Pojawiły się także zmiany w scenariuszu, ale na to musieliśmy być przygotowani, bo nigdy nic nie idzie dokładnie wg planu. Droga powrotna była wesoła… ‘SZPARAGI!’ i nagle nie wiadomo dlaczego zatrzymaliśmy się- okazało się, że pan kierowca postanowił kupić szparagi… xD Dzień był męczący i bardzo excytujący, po powrocie do Świdnicy usiedliśmy przed wejściem do Kościoła Pokoju i opisywaliśmy nasze wrażenia. Wtorek  Był to chyba jeden z najzabawniejszych dni… Rozpoczął się niepozornie… Spotkaliśmy się pod Kościołem Pokoju w Świdnicy i od razu rozpoczęliśmy zdjęcia. No… wycieczki niestety musiały być… mnóstwo Niemców- nagle po prostu nagle postanowili zwiedzić Kościół Pokoju… włączył im się dżipies- jestem pewna, że wiedzieli, że będziemy kręcić film i postanowili zrobić nam na złość- nikczemnicy ;] ;]. Scena pierwsza, kolejna, następna… jakoś szybko leciało. Wewnątrz kościoła było chyba najzabawniej, kiedy wraz z Tomkiem zaczęliśmy się wygłupiać… no taka głupawka, że masakra. Ale daliśmy radę, w trakcie zdjęć pełna powaga, a gdy tylko słyszeliśmy cięcie pojawiał się śmiech xD. Mogliśmy wejść na górę- w miejsca, do których mało kto może zajrzeć- otwarte zostały wszystkie możliwe napotkane na drodze drzwi. Ciekawa była scena z organami… wtedy to już kompletnie śmiech i zdenerwowanie opanowały wszystkich… Kiedy zabrakło taśmy, a bateria się kończyła i okazało się, że pan operator i jego asystent Paweł nie mają zapasowych przy sobie i muszą po nie zejść na dół- myślałam, że pan Bogdan zaraz zeskoczy z góry i sam to przyniesie, żeby tylko jak najszybciej nakręcić te sceny, a pani Dorota- jakby dla zachowania równowagi- była oazą spokoju. Kiedy udało się nakręcić scenę z organami, poszliśmy do Cafe 7, ale wbrew pozorom wcale nie na przerwę tylko na nakręcenie kolejnej sceny- ostatniej. Dostaliśmy napoje i rogaliki, które miały między innymi służyć jako rekwizyty, ale udało się to tylko po części, bo zanim pan Tadeusz rozłożył kamerę, my zdążyliśmy już zająć się scenografią ;] ;] Dostaliśmy do rąk także ok. 300- letnią biblię- kiedy się ją trzymało, to odczuwało się tę odpowiedzialność za tak wartościowy przedmiot. Wspaniałymzaskoczeniem było zachowanie dzieci z wycieczki, które prosiły nas o autografy, a nawet chciały sobie z nami robić zdjęcia! Ale jakby nie patrzeć gwiazdą tego dnia była BLENDA!, z którą robiliśmy wszystko co możliwe i szukaliśmy przeróżnych jej zastosowań- Blenda skrzydła, Blenda suknia wieczorowa, Blenda trampolina, Blenda pampers, Blenda torba na zakupy… i wiele wiele innych. Gdyby ktoś popatrzył na nas z boku i nie wiedział co robimy, to mógłby pomyśleć, że coś z nami nie tak. Jednakże nie zważając na opinie innych ludzi, bawiliśmy się Blendą w najlepsze, przez co nasz mejkingofbędzie nosił tytuł ‘Przeminęło z Blendą’ xD ;D Dawno się tak nie uśmiałam jak dziś… Blenda Master jest tylkojeden… Matylda Barczyszyn. Środa Dojazd do Jawora był spokojniejszy od przejazdu do Wrocławia dlatego, że mieliśmy innego kierowcę. Ten Kościół Pokoju jest faktycznie inny od świdnickiego nie tylko pod względem wyglądu wnętrza, ale także zapachu..., ale przede wszystkim w Jaworze nie mieliśmy takiego problemu z wycieczkami jak np. przed Halą Stulecia. Zanim zaczęliśmy kręcić, pan Tadeusz miał problem z ustawieniem świateł, bo w Kościele w gniazdkach nie było odpowiedniego napięcia… jednakże ostatecznie udało się podłączyć oświetlenie i mogliśmy zaczynać. Dzisiaj było dziwnie- może dlatego, że jak już zaczęliśmy kręcić tak praktycznienie było przerw. Właściwie to najciekawiej było wieczorem jak graliśmy scenę przed kościołem. Wtedy podbiegł jakiś chłopczyk i reżyserzy, aby się go pozbyć, pozwolili mu coś powiedzieć do kamery. Poskutkowało, ale nie na długo, bo plaga dzieciaczków pojawiła się z poczworzoną siłą- a każde z nich chciało wystąpić w telewizji. Aby nam nie przeszkadzały, powiedziałam żeby przyszły jutro o tej samej porze w to miejsce, ale zrobiło mi się ich szkoda, bo wszystkie zaczęły sobie przygotowywać texty, które powiedzą. Więc uznałam, że lepiej będzie powiedzieć, że kamera nam się zepsuła, no ale tak podeszłam i zaczęłam z nimi gadać o tym ile mają lat, jak mają na imię… takie tam. Dzieci polubiły naszą grupę i postanowiły, że sobie z nami posiedzą. Ja całe szczęście musiałam kręcić scenę na ambonie wewnątrz kościoła, a więc nie musiałam ich znosić, ale z tego co dziewczyny opowiadały, to dzieciaczki męczyły Olcię, a później Pacię i przede wszystkim bardzo chciały bawić się Blendą, a na to nie można było pozwolić. Ola zrobiła konkurs na najlepszą piłkę, a więc każde z dzieci pobiegło do swojego domu po piłkę, co dało chwilę wytchnienia. Czułam aurę zbliżającego się zakończenia. Pomimo że to jeszcze nie był koniec, świadomość tego, że to już ostatnie ujęcia była przygnębiająca. Po zakończonych zdjęciach wyszliśmy przed kościół i wznieśliśmy toast (bezalkoholowym szampanem Piccolo oczywiście ;]). Na twarzach uczestników było widać smutek. Nikt nie chciał się rozstawać. To było naprawdę wspaniałe przeżycie. Przy życiu jednak utrzymywała nas jeszcze myśl o jutrzejszym wyjeździe do ATM-u i piątkowych warsztatach dziennikarskich no i oczywiście sobotnia premiera filmu. Czwartek Dzień był tak upalny, że myśleliśmy, że się usmażymy. Wizyta w ATM-ie była fajna, zobaczyliśmy plan ‘Kiepskich’ i próbę do ‘Tancerzy’, ale najważniejszy był montaż naszego filmu. Jak zobaczyłam siebie na ekranie nie mogłam się nie śmiać. Nie lubię siebie oglądać i to jest chyba główny powód, dla którego wolę teatr. W filmie nie ma tej magii, ujęcia możesz powtórzyć jak coś nie wyjdzie, a w teatrze wszystko jest tak jak jest i inne nie będzie. Jak się pomylę to nie mogę zejść ze sceny i zagrać tego jeszcze raz tylko muszę to ciągnąć do końca. W ATM-ie pożegnaliśmy się z Dorotą i Bogdanem, a wracając do Świdnicy cały czas rozmawialiśmy o filmie. Przez cały czas zapowiadało się na burzę, która ostatecznie nie przyszła. Piątek Warsztaty dziennikarskie, które poprowadziła Marta Żywicka(Dobry Duch naszych warsztatów. Była z nami przez cały czas ich trwania, wspierała nas psychicznie i zajmowała się nami jak mama ;]- to było takie kochane ;]) pomogły w napisaniu wspólnego artykułu o filmie na stronę internetową I LO. Miło spędziliśmy czas w Cafe 7 oczywiście rozmawiając o tym, co działo się na planie, bo przez najbliższe kilka dni wszystko będzie kręciło się wokół tego tematu. Ostatecznie powstał fajny artykuł, który pozwolił na uzewnętrznienie emocji związanych z kręceniem filmu. Sobota Premiera!!! Aż do momentu puszczenia filmu nie zastanawiałam się nad tym, jak to będzie wyglądać, ale kiedy zobaczyłam napis ‘Tajemnica pastora’ myślałam, że serce wyskoczy mi przez gardło. Film się udał. Aż dziwnie oglądało się to bez mikrofonu i pana Tadka w tle ;] ;]. Po projekcji pani Bożena Pytel zadzwoniła do pani Doroty i ja z nią rozmawiałam. Sama nie wiedziałam, co mam powiedzieć, bo naprawdę byłam pod wrażeniem. Powiedziałam w skrócie naszą reakcję na film i po części emocje, które nas dopadły… w końcu ile można powiedzieć przez telefon. Jak zwykle w trakcie rozmowy zamiast mówić ‘tak’ to ja kiwałam głową- tak jakby pani Dorota to widziała xD Deszcz pokrzyżował nasze plany i nigdzie nie poszliśmy na after party, ale umówiliśmy się na czwartek- w końcu płyty z filmem i zdjęciami trzeba odebrać ;] ;] No i co mogę powiedzieć… minęło 7 pięknych dni warsztatów spędzonych w cudownym gronie. Boli tylko świadomość, że to już koniec, ale te wspomnienia zapisane czy nie, zawsze pozostaną ;]

Newsletter Powered By : XYZScripts.com